niedziela, 4 marca 2012

Krzyk...




Czasem milczenie bywa najgłośniejszym krzykiem. Bezsilność rozsadza od środka. Nic nie jest takie jak powinno. Nikt nie potrafi doradzić. Bo i jak? Zamknięci w miliardach mikroświatów, zajęci wewnętrznymi wojnami, uwikłani w niezliczone konflikty walczymy 
z dylematami. I jedyne co możemy zrobić to bezgłośnie krzyczeć. 
Z bezsilności. Krzyczeć do środka. Krzyczeć wewnątrz…




Krzyk
Krzyk jak zimno
Bezmyślnie, bez uczuć
Jak automat
Tuż przed upadkiem
Na krawędzi ostrza
U podstaw poddania
Jeszcze krok
I jeszcze jeden
Zamknięte oczy nie widzą celu
Uderzenia na oślep
W obronie przed niewiadomym
I kolejny krok
Ostatkiem sił
Tuż przed upadkiem
Na ostrą krawędź rzeczywistości…
Mikey McVee, Łódź, 2012-03-04

                                                                  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję, że zechcieliście podzielić się ze mną swoimi spostrzeżeniami.