wtorek, 23 września 2014

Przez dziurę w lodzie


Nasze życie jest tym, co zeń uczynią nasze myśli.

                                            Marek Aureliusz 




Tafla lodu może stać się pomostem na drugi brzeg, ale może także odgrodzić nas od tego co nam bliskie i najdroższe. Na zawsze… Gdy przez nią patrzymy świat jest rozmazany i daleki. Tylko przez dziurę w lodzie, zobaczymy co tak naprawdę jest po drugiej stronie…

                                      


***      ***      ***

Strach zatracił słowa. Głos utknął w lodzie. Tysiączne szpilki wbijały się w ciało. Czas przestał przemijać mimo, że na ekranie wspomnień trwał film.

Nie wiedział kiedy zasnął i na jak długo. Gdy zmysły powróciły jego auto pędziło z zawrotną prędkością. W nagłym odruchu przycisnął manetkę hamulca, robiąc najgorszą możliwą rzecz w tej sytuacji. Pojazd utracił kontakt z oblodzoną nawierzchnią i wpadł w poślizg. Gnał z prędkością ponad 130km/h do przodu jednocześnie obracając się wokół własnej osi. Kierowca raz po raz widział przed sobą masywne betonowe przęsła, nieubłaganie zmierzające w jego stronę. Cisza zaskoczyła. Była zdumiewająca. Mózg oblekł nią myśli by ułatwić analizę sytuacji. Zderzenie zadawało się być nieuniknione. Mimo to strach odszedł. Nie dręczył w tych ostatnich sekundach przed katastrofą. Ustąpił miejsca smutkowi i niedowierzaniu, że tak banalnie wszystko się zakończy. W nieskazitelnej bieli otaczającego śniegu trwała projekcja przeszłych zdarzeń. Obrazy pojawiały i zmieniały jak w kalejdoskopie. Dziecko wędrujące przez atramentową noc w kierunku niewidzialnego morza, krzyczącego szumem fal, bezpiecznie chowające rączki w opiekuńczych dłoniach rodziców. Malucha ukrytego w puchowej pierzynie, proszącego swego pluszowego misia, by atomowa wojna nie wybuchła. Młodzieńca ufnego w swe ideały, pełnego wiary w spełnienie marzeń. Narodziny syna i radość z narodzin, wypełniającą aż po koniuszki palców. Jego pierwsze kroki i słowa. Spacery po wielobarwnym kobiercu jesiennych liści i szuranie wśród nich małych stóp. Ciekawość świata ukryta w tysiącu pytań. A potem zderzenie z rzeczywistością i strach przed stratą. Oraz dziecięcy głos: „ Nie martw się tatusiu, razem zawsze sobie poradzimy. Kocham cię tatusiu” i wyciągnięta maleńka dłoń…

Czas nadal oczekiwał na przeznaczenie. Betonowe słupy stały cierpliwie. Auto wirowało. Maleńka rączka trwała, wyciągnięta w geście pomocy… Uchwycił ją mocno niemal czując jej ciepło.
Nagle czas odzyskał swój pęd. Warkot silnika ogłuszył, a betonowe przęsła zajęły niemal cały widok przez przednią szybę. Nieuniknione zbliżało się w zatrważającym tempie. Zamknął oczy i wypowiedział głośno: „Zawsze z Tobą będę i nigdy nie przestanę Cię kochać” , trzymając w myślach dłoń ukochanego dziecka…

Łoskot uderzenia zatonął w śniegu, który pokrył auto prześcieradłem bieli. Przez dziurę w lodzie na przednią szybę padało nikłe, słoneczne światło. Obok, zaledwie kilka centymetrów od drzwi kierowcy, sterczał złowieszczo ogromny, szary betonowy słup. Samochód utkną w śniegowym puchu i lodzie bez szwanku. Kierowca nie czuł bólu. Oddychał. Z każdym haustem powietrza wracała świadomość. Rosło zdumienie i wdzięczność za to, że żyje. A w uszach brzmiał ukochany głos dziecka: „Razem zawsze damy sobie radę tatusiu!”


                    2014-09-21, Mikey McVee