sobota, 23 czerwca 2012

W zamieci czasu


Mijałem czas niemiłosiernie bezwiednie. Przebijając się przez gruzy świadomości. Poszukiwałem ostatnich ukochanych miejsc. Ciężkie ołowiane chmury. Przygniatały jaźń pełznącą mozolnie. Anioły gdzieś wysoko, ponad chmurami grały swoją muzykę. Nie dla mnie. Nie tego dnia… Czas gdy wiedziałem, że wszystko będzie takie jak w moich myślach, odszedł bezpowrotnie. Głosy ludzi, których już nie ma. W moich uszach słuchawki wspomnień. Wspomnienia. Myśli ważne tylko dla mnie. Nigdy nie wypowiedziane pragnienia… Gruzy przeszłości. Marzenia leżą w zgliszczach. I nic zrobić już nie można. Już nie odnajdę miejsc w zamieci czasu by zmienić złe decyzje. By wybrać dobrą drogę. Przede mną przepaść. Rozpadlina bez dna. Tylko jeden krok. Wystarczy jeden krok i nic nie będzie już miało znaczenia. Gdy ostateczność zajrzała mi w oczy, poczułem Twoją dłoń. Ciepło, które nie pozwoliło zamarznąć. Nadzieja. Powód by szukać innej drogi. By wierzyć, że istnieje świat. Za horyzontem. Na granicy niebios. Świat spełnionych pragnień. Pomimo gruzów…



Dzięki mojemu przyjacielowi mogłem znów wsłuchać się w audycje Tomasza Beksińskiego. Zasłuchać się w słowa sprzed niemal 13 lat. Usłyszeć człowieka, z którym już nie można rozmawiać. Ale mogłem wysłuchać jego doskonałego monologu, ilustrowanego wspaniale muzyką i okraszonego tekstami poetów i romantyków rocka jak Peter Hammill, Bryan Ferry, Robin Trower, Pink Floyd czy Marianne Faithfull.
Kiedyś słuchając tych audycji myślałem, że gdy Tomasz odejdzie, radio przestanie dla mnie istnieć. I tak się stało. Nie miałem tylko pojęcia, że nastąpi to tak szybko.
Z tymi audycjami łączy mnie wiele wspomnień. Moje pierwsze spotkanie The Cure i Depeche Mode, które wtedy jeszcze były mało znanymi niszowymi zespołami. Fascynacja ich muzyką i tekstami. To dzięki Tomkowi Beksińskiemu zrozumiałem jak wielki przekaz może nieść ze sobą muzyka. 
To były dobre czasy. Czasy nadziei i wiary w spełnienie. Niedostrzegania ciemnych zaułków, w które życie potrafi znienacka wciągnąć…
Mam nadzieję, że nie macie mi za złe dzisiejszej melancholii po ostatnim radosnym wpisie, ale czasem trudno o uśmiech, gdy wspomnienia przynoszą tęsknotę za ludźmi, których od lat nie widziałem oraz za tymi których już nigdy nie będzie mi dane spotkać.
Ale nie wszyscy przyjaciele są daleko. Prawdziwa przyjaźń nie umiera, choć czasem setki kilometrów i szmat czasu dzielą. Ona jest przy mnie. Bliżej niż kiedykolwiek. I dzięki temu mimo wszystko uśmiecham się…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję, że zechcieliście podzielić się ze mną swoimi spostrzeżeniami.