czwartek, 13 grudnia 2012

Walking in my shoes



„Teraz nie szukam rozgrzeszenia
Przebaczenia rzeczy, które robię
Ale zanim dojdziesz do jakichś wniosków
Spróbuj postawić się na moim miejscu…”

Depeche Mode - Walking in my shoes

Posłuchaj: Depeche Mode - Walking in my shoes

Poznaj tekst piosenki: Depeche Mode - Walking in my shoes





        Jakże łatwo ferować wyroki, oceniać i z dezaprobatą kręcić głową. To taka „nasza” polska przypadłość. Jedna z wielu. Tych złych niestety.
         Dlatego tak trudno być sobą… Nie każdego stać na przeciwstawienie się trendom, opiniom i prądowi spraw.

         Kiedyś, tysiące lat świetlnych temu, na lekcji niesławnego PDŻ zadano pytanie:
- „Kim chcesz być?” 
– Chcę być sobą! – odpowiedziałem bez wahania.
Salwy śmiechu wybuchły dookoła. Moja nauczycielka z kpiną kazała mi usiąść. Przez wiele dni jeszcze naśmiewano się z mojej odpowiedzi. A ja ubolewałem nad płytkością prześmiewców i nauczycielki.
I taka jest nasza rzeczywistość. System niszczy indywidualność. To przestępstwo być innym. Działaj pod linijkę, nie wychodź przed szereg…

I ja stchórzyłem. Porzuciłem marzenia, wróciłem do szeregu i stałem się kolejnym smutnym człowiekiem w tłumie szaraków… Postanowiłem żyć w garniturze uszytym na miarę żądań innych…
Póki masz siłę i marzenia nie rezygnuj z siebie. Wędruj swoją drogą i dąż do własnego celu. Nie pozwól zbić się z tropu. Nie popełniaj moich błędów…

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Coś w co można wierzyć...


Wpatrując się w ciemność nad moją głową analizowałem świat, który mnie otacza i sytuacje w jakich się znalazłem. Właściwie gdy sen zaczął zachłannie pochłaniać cząstkę po cząstce mojego jestestwa, zrozumiałem jedną rzecz, a następnie jak piorun uderzyło mnie zrozumienie kolejnej rzeczy. W związku z tym mam dla Was dwie informacje. Dobrą i złą. Żeby nie pozostawiać niesmaku tą złą rzucę na pierwszy ogień. Otóż jak już wszyscy wiemy, choć nie każdy świadomie się do tego przyznaje:

SPRAWIEDLIWOŚĆ NIE ISTNIEJE!!!

            Już słyszę ten pusty śmiech, który rodzi się w gardłach wielu z Was. „Też odkrycie!” – pomyślicie. I macie rację. Nic nowego. Ale druga myśl zaskoczyła nawet mnie. Aż dziw bierze, że wcześniej nie odnalazłem jej w swojej głowie. Ale już dłużej nie będę torturował Was oczekiwaniem…

NIESPRAWIEDLIWOŚĆ również NIE ISTNIEJE!!!

            Czyż to nie ułatwia nam teraz życia? Już nikt wobec nas nie będzie niesprawiedliwy,  gdyż sprawiedliwości nie ma!

A teraz pozostawiam Wam  „Carte blanche”, byście wszystko mogli naszkicować od nowa. Powodzenia!!!




Jeżeli chcesz posłuchać kliknij w tytuł poniżej!

Wszyscy wokół spieszą się
Usiłując dotrzymać kroku
Jakiejś cząstce myśli
Bez przerwy
A ktoś rozgląda się wokół
Usiłując odnaleźć
Coś, w co można uwierzyć
W co można uwierzyć
Wszystko, co obiecywano
To same kłamstwa…

Cóż, to jest coś.
Och, coś, w co można uwierzyć!
Wiesz, że to coś…

W każdej najmniejszej chwili
Masz szansę, by wygrać
Gdy odwrócą się karty
Lecz może być trudno
Mogłaby nas oszołomić ta karuzela
Jednak staram się odnaleźć
Coś, w co można uwierzyć
W co można uwierzyć
Wszystko, co obiecywano
Wiesz, że zawsze kłamano…

Cóż, to jest coś
Och, coś, w co można uwierzyć
Wiesz, że to coś

Byłam pełna chęci i silna całą sobą
W czasie zamieci
W morzu złamanych serc
Gdzie idzie się na kompromis
Nie ulegnę obietnicom
Dopóki nie odnajdę czegoś, w co można uwierzyć
W co można uwierzyć

Cóż, to jest coś
Och, coś, w co można uwierzyć
Wiesz, że to coś...


Clannad & Bruce Hornsby,
 1987 Los Angeles



sobota, 17 listopada 2012

Jesienna rozmowa



Przyodziałem tradycyjny strój w najmodniejszym odcieniu zieleni jaki nosiło się o tej porze roku. Wygrzewanie na słońcu było moim ulubionym zajęciem. Sprawiało mi przyjemność kiedy promienie słoneczne czule mnie okalały, tworząc wokół aureolę. Czułem się wtedy jak król. Właściwie do szczęścia nie potrzebowałem nic więcej. No może poza delikatnym wiatrem i kilkoma kroplami rosy, które przynosiły rankiem przyjemne orzeźwienie. Mój sąsiad także korzystał z ciepłej jesiennej aury. Jak zwykle kurczowo trzymał się swojej gałęzi. Tak jakby bał się, że ktoś mu ją odbierze. A przecież któż chciałby zrobić coś tak niemądrego. Po co komu jego konar? Przecież każdy miał swój! „Dziwak z niego” – pomyślałem. Jeszcze bardziej zaskoczył mnie ubiór sąsiada. Można przecież zrozumieć, że to już jesień i ubranie zdążyło się znosić, ale żeby zakładać na siebie coś tak pstrokatego? Co to, to nie! Wyglądał jak paleta malarza! Żółcie, czerwienie, brązy. Brakowało tylko niebieskości i fioletów. Szalony ten sąsiad… Z zamyślenia wytrącił mnie jego głos:
-  A dzień dobry panu! – zakrzyknął wesoło.
- Dzień dobry – odburknąłem, trochę poirytowany jego nieuzasadnioną radością. – Co pana tak uradowało od rana? - zapytałem.
- Jak to? – odpowiedział pytaniem na pytanie. – To pana nie cieszy słońce i kolory wokół?!?
Zaskoczył mnie taką odpowiedzią, tym bardziej, że chciałem pytaniem zmazać uśmiech z jego twarzy. – Słońce, a i owszem sąsiedzie, ale kolory???  Wszyscy wiedzą, że jedynym słusznym kolorem jest kolor zielony! – rzuciłem z oburzeniem w jego stronę.




- Widzę, że pan, drogi sąsiedzie, nie słuchał opowieści Sowy. Zieleń to nie jedyny kolor. Nawet pan, przyjacielu, będzie musiał to przyznać i odziać się na kolorowo! Wszystkich nas to czeka. I muszę powiedzieć panu coś w tajemnicy. - Mówiąc to zbliżył się nieznacznie i zniżył głos: A gdy już to się stanie, porwie nas wiatr i zaniesie w nieznane miejsca, a potem biały puch schowa nas przed zimnem, byśmy spokojnie mogli spać. A gdy tylko się obudzimy znów wszystko będzie otaczać się zielenią. Najpierw delikatną i nieśmiałą, a potem silną i wszechpotężną!
Słuchałem z niedowierzaniem rzeczy, które wygadywał. Pomieszało mu się w głowie na stare lata. Jak  można takie bzdury mówić? Zdenerwowałem się okrutnie i nie odezwałem do niego już słowem tego dnia. Ale jemu to jakby nie robiło różnicy. Uśmiech  nie znikał z jego ust.
            Pod wieczór zaczęło dziać się ze mną coś dziwnego. Opuściły mnie siły i coraz trudniej było mi utrzymać się na moim miejscu. Nawet popołudniowy deszczyk nie sprawił mi przyjemności. Do tego moje odbicia w jego kroplach były jakieś kolorowe, jak tęcza, a przecież jeszcze rano miałem zielone ubranie. Pomyślałem, że te kolory to tylko złudzenie, śmiejąc się w myślach z siebie. Opowieść sąsiada nieźle namieszała mi w głowie.
Zmrok nadszedł szybciej niż zwykle, a noc była straszliwie chłodna, jak nigdy dotąd. Gdy nad ranem opadł ze mnie woal snu, ze zdziwieniem zauważyłem, że nie ma mojego sąsiada dziwaka. Zaniepokoiło mnie to, bo taka sytuacja nie zdarzyła się przedtem nigdy. Ale pomyślałem, że pewnie gdzieś się schował, żeby mnie bardziej przestraszyć swoją historią. Dziwak z niego, doprawdy…
            Jakby tego było mało delikatny wietrzyk zmienił się w mocny wiatr.  Nawet ptaki, które nie wiedzieć czemu całymi stadami przelatywały nade mną, miały kłopot z utrzymaniem kierunku lotu. Rozmarzyłem się przez chwilę, że jestem jednym z nich. Ledwo zdążyłem o tym pomyśleć mocny podmuch porwał mnie. Mój dom, zaczął się oddalać, a ja nie mogłem nic zrobić… Opadałem i   opadałem, aż znalazłem się w obcym miejscu. Ale nie byłem sam. Jak okiem sięgnąć wszędzie widziałem  mnóstwo szaleńców podobnych do mojego sąsiada. Wszyscy w kolorowych strojach, bez krzty zieleni… Jakby tego było mało z nieba zaczęły spadać gwiazdy. Małe i zimne. A gdy chciałem jakąś złapać zmieniały się w wodę. Spadało ich coraz więcej, aż przykryły mnie niczym puchowa pierzyna i przestałem cokolwiek widzieć… Opanowała mnie senność. Ostatnią myślą jaka przyszła mi do głowy nim zasnąłem, było stwierdzenie: „Mój sąsiad, Brzozowy Liść, nie był szaleńcem…”

Łódź, 2012-11-17
Mikey McVee









wtorek, 9 października 2012

Siódme niebo...



          Pragnę przeprosić wszystkich tych, których zawiodłem długim milczeniem oraz pozdrowić tych, których zawiodłem przerywając je. Nie zrezygnowałem! Nie poddałem się!! Nie zapomniałem!!! 


Bez reszty pochłonął mnie inny projekt, którego realizacja mam nadzieję przyniesie pokładana w nim przeze mnie nadzieje.

sobota, 22 września 2012

Wtulam się w Twój zapach...


Czas przemówić. Odnaleźć słowa i mówić.
W końcu żyje się po to by powiedzieć.
I choć ktoś o ciasnym rozumie ostatnio powiedział mi, że:
 „gówno z tego bloga”,
to przecież nie wszyscy, wszystko robią tylko dla pieniędzy…

Ale nie o tym chciałem dziś napisać...
Więc pozostawiam złe myśli za sobą.
********************************************



W poszukiwaniu ciepła
wtulam się w Twój zapach.
Kołysany pragnieniem,
by mieć Cię przy sobie,
zapadam w inny wymiar.
Tęskniąc wymawiam Twoje imię.
I kocham przekraczając wszelkie granice…

Mikey McVee, 
Łódź, 2012-09-17

czwartek, 30 sierpnia 2012

Coś i Gwiazdka


       Wszyscy żyjemy w swoich światach. Zamykamy się w osobistych, pustelniczych wieżach w ślepej wierze, że w ten sposób uchronimy się od wszelkiego zła i bólu. Ale to nie skutkuje. Do tego doskwiera nam samotność i tęsknota za czymś nieokreślonym. Każdego dnia budzimy się i zasypiamy czując coś, czego nawet nazwać nie potrafimy. I wędrujemy brzegiem czasu, bez prawa powrotu, nie wiedząc dokąd i kiedy skończy się nasza droga.
            Aż pewnego razu zdajemy sobie sprawę, że dalej tak nie wytrwamy. W panice staramy się wyjść z naszych wież, ale nie zawsze udaje się nam odnaleźć drzwi. Niektórzy pozostają w swoich samotniach już na zawsze. Nielicznym udaje się je opuścić i odnaleźć sobie podobnych. Niejednokrotnie zgubionych we mgle przeszłości przez młodzieńczą niewiedzę i brak wiary w siebie…


Bajka  o Gwiazdce.
Gdzieś na peryferiach Świata, u kresu Ciemności, żyłą maleńka Gwiazdka. Była tak mała w stosunku do otaczającej ją ciemności, że nie wierzyła, iż jej światło może ktoś dostrzec.
Na planecie na którą nikt jeszcze nie dotarł, pod ziemią, której nikt jeszcze nie dotknął, istniało Coś. Było to małe Coś, ale miało ogromne serduszko. Samotność bardzo je smuciła. Pogrążone w czarnej rozpaczy poszło spać z myślą, by już nigdy się nie obudzić. Wiedzieć trzeba, że jeżeli jakieś Coś nie chciało się budzić, to w swojej maleńkiej norce mogło spać wiecznie. Kiedy tylko zamknęło oczka, przyśniło mu się, że odwiedziła go cudowna Gwiazdka i naprawdę nie chciało już się budzić…
Daleko w górze maleńka Gwiazdka nie chciała dłużej żyć, bo nikt nie podziwiał jej blasku. Bez chwili zastanowienia zeskoczyła ze swego gniazdka, w którym tak długo żyła nikomu niepotrzebna.
W norce zagrzmiało i nagle zapanowało niezwykłe światło. Coś otworzyło oczka i zobaczyło Gwiazdkę. Pomyślało, że to cudowny sen i jeszcze mocniej postanowiło, że nigdy się nie obudzi. Gwiazdka coraz jaśniej płonęła z radości, że ktoś podziwia jej delikatne promyki.
I żyli zawsze i szczęśliwie. Gwiazdka myśląc, że nie żyje, a Coś, że to tylko cudowny sen…
 Mikey McVee
Łódź, 1992-01-18


niedziela, 19 sierpnia 2012

W zasięgu wzroku i dotyku...


          Oddaję dziś w Wasze ręce tekst piosenki Chrisa De Burgha - Sight And Touch. To jedna z jego piosenek, które wpadają w ucho i pozostawiają pytanie: O czym śpiewa jeden z największych romantyków ostatnich dekad. Tekst jest tylko jedną z warstw przekazu jak muzyka i obraz. Ale jak sądzicie? Co tak naprawdę chciał nam przekazać autor tego tekstu?



Moja dziewczyna budzi się w swoim łóżku nocą,
Ubrana w srebro i biel,
Mówi iż miała najdziwniejszy sen,
O innym czasie i miejscu;
A teraz opowiada o miejscu dalekim,
Kobieta i mężczyzna wtuleni w siebie,
Czy oni nie wiedzą, że to wbrew prawu?,
Cóż to musi być przed wojną,
To było na długo przed nią
Prawdziwa miłość i oddanie - w zasięgu wzroku i dotyku,
Prawdziwa miłość i emocje - ze wzrokiem i dotykiem,
Prawdziwa miłość i oddanie, zanim nastał dzisiejszy świat;
Ona słyszy głosy,
Rozmowa z innego świata zaginionego w czasie,
Zanim zabrał te słowa,
Który opowiedział nam, jak my kiedyś,
Naszą historię, słowa
Prawdziwa miłość i oddanie - w zasięgu wzroku i dotyku,
Prawdziwa miłość i emocje - ze wzrokiem i dotykiem,
Prawdziwa miłość i oddanie, zanim nastał dzisiejszy świat;
A teraz żyjemy we dwoje za czworo
Nigdy nie wychodząc na zewnątrz przez drzwi,
Obserwują nas na odległość,
A my siedzimy i czekamy aż do nocy,
A w nocy, mamy
Słodką miłość i oddanie - w zasięgu wzroku i dotyku,
Prawdziwą miłość i emocje - ze wzrokiem i dotykiem,
Słodką miłość i oddanie, w dzisiejszym świecie;
Nigdy nie będziemy samotni - ze wzrokiem i dotykiem,
Nigdy nie będziemy samotni - ze wzrokiem i dotykiem,
Nigdy nie będziemy samotni w takim dzisiejszym świecie ...

(tłumaczenie własne)



poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Tu i teraz


„…Nawet jeżeli głos wewnętrzny mówi coś, co wyraźnie się wiąże z bieżącą  sytuacją, interpretuje ją w kategoriach przeszłości. Dzieje się tak dlatego, że głosem tym przemawia ten aspekt twojego umysłu, który jest owocem gruntownej tresury, ukształtowany przez całą twoją przeszłość i przez zbiorową, odziedziczoną po przodkach umysłowość kulturową. Widzisz zatem i osądzasz teraźniejszość przez pryzmat czegoś, co już przeminęło, uzyskujesz więc całkowicie wypaczony obraz…”

Eckhart Tolle - Potęga teraźniejszości