Cóż możesz nowego u mnie przeczytać? I wszystko i nic! Wszak każdy człowiek inaczej postrzega otaczający go świat, a przecież jednocześnie wszyscy myślimy podobnie...
wtorek, 23 kwietnia 2013
czwartek, 13 grudnia 2012
Walking in my shoes
„Teraz nie szukam rozgrzeszenia
Przebaczenia rzeczy, które robię
Ale zanim dojdziesz do jakichś wniosków
Spróbuj postawić się na moim miejscu…”
Przebaczenia rzeczy, które robię
Ale zanim dojdziesz do jakichś wniosków
Spróbuj postawić się na moim miejscu…”
Depeche Mode - Walking in my shoes
Posłuchaj: Depeche Mode - Walking in my shoes
Poznaj tekst piosenki: Depeche Mode - Walking in my shoes
Jakże łatwo ferować wyroki, oceniać i z dezaprobatą kręcić głową. To taka
„nasza” polska przypadłość. Jedna z wielu. Tych złych niestety.
Dlatego tak trudno być sobą…
Nie każdego stać na przeciwstawienie się trendom, opiniom i prądowi spraw.
Kiedyś, tysiące lat
świetlnych temu, na lekcji niesławnego PDŻ zadano pytanie:
- „Kim chcesz być?”
– Chcę być sobą! – odpowiedziałem bez wahania.
Salwy śmiechu wybuchły dookoła. Moja nauczycielka z kpiną kazała mi
usiąść. Przez wiele dni jeszcze naśmiewano się z mojej odpowiedzi. A ja
ubolewałem nad płytkością prześmiewców i nauczycielki.
I taka jest nasza rzeczywistość. System niszczy
indywidualność. To przestępstwo być innym. Działaj pod linijkę, nie wychodź
przed szereg…
I ja stchórzyłem. Porzuciłem marzenia, wróciłem do
szeregu i stałem się kolejnym smutnym człowiekiem w tłumie szaraków…
Postanowiłem żyć w garniturze uszytym na miarę żądań innych…
Póki masz siłę i marzenia nie rezygnuj z
siebie. Wędruj swoją drogą i dąż do własnego celu. Nie pozwól zbić się z tropu.
Nie popełniaj moich błędów…
poniedziałek, 3 grudnia 2012
Coś w co można wierzyć...
Wpatrując się w ciemność nad moją głową analizowałem świat,
który mnie otacza i sytuacje w jakich się znalazłem. Właściwie gdy sen zaczął
zachłannie pochłaniać cząstkę po cząstce mojego jestestwa, zrozumiałem jedną
rzecz, a następnie jak piorun uderzyło mnie zrozumienie kolejnej rzeczy. W
związku z tym mam dla Was dwie informacje. Dobrą i złą. Żeby nie pozostawiać
niesmaku tą złą rzucę na pierwszy ogień. Otóż jak już wszyscy wiemy, choć nie
każdy świadomie się do tego przyznaje:
SPRAWIEDLIWOŚĆ NIE ISTNIEJE!!!
Już słyszę ten pusty śmiech, który
rodzi się w gardłach wielu z Was. „Też odkrycie!” – pomyślicie. I macie rację.
Nic nowego. Ale druga myśl zaskoczyła nawet mnie. Aż dziw bierze, że wcześniej
nie odnalazłem jej w swojej głowie. Ale już dłużej nie będę torturował Was
oczekiwaniem…
NIESPRAWIEDLIWOŚĆ również NIE ISTNIEJE!!!
Czyż to nie ułatwia nam teraz życia?
Już nikt wobec nas nie będzie niesprawiedliwy,
gdyż sprawiedliwości nie ma!
A teraz pozostawiam Wam
„Carte blanche”, byście wszystko mogli naszkicować od nowa. Powodzenia!!!
Jeżeli chcesz posłuchać kliknij w tytuł poniżej!
Wszyscy wokół spieszą się
Usiłując dotrzymać kroku
Jakiejś cząstce myśli
Bez przerwy
A ktoś rozgląda się wokół
Usiłując odnaleźć
Coś, w co można uwierzyć
W co można uwierzyć
Wszystko, co obiecywano
To same kłamstwa…
Cóż, to jest coś.
Och, coś, w co można uwierzyć!
Wiesz, że to coś…
W każdej najmniejszej chwili
Masz szansę, by wygrać
Gdy odwrócą się karty
Lecz może być trudno
Mogłaby nas oszołomić ta karuzela
Jednak staram się odnaleźć
Coś, w co można uwierzyć
W co można uwierzyć
Wszystko, co obiecywano
Wiesz, że zawsze kłamano…
Cóż, to jest coś
Och, coś, w co można uwierzyć
Wiesz, że to coś
Byłam pełna chęci i silna całą sobą
W czasie zamieci
W morzu złamanych serc
Gdzie idzie się na kompromis
Nie ulegnę obietnicom
Dopóki nie odnajdę czegoś, w co można uwierzyć
W co można uwierzyć
Cóż, to jest coś
Och, coś, w co można uwierzyć
Wiesz, że to coś...
Clannad & Bruce Hornsby,
1987 Los Angeles
sobota, 17 listopada 2012
Jesienna rozmowa
Przyodziałem tradycyjny strój w najmodniejszym
odcieniu zieleni jaki nosiło się o tej porze roku. Wygrzewanie na słońcu było
moim ulubionym zajęciem. Sprawiało mi przyjemność kiedy promienie słoneczne
czule mnie okalały, tworząc wokół aureolę. Czułem się wtedy jak król. Właściwie
do szczęścia nie potrzebowałem nic więcej. No może poza delikatnym wiatrem i
kilkoma kroplami rosy, które przynosiły rankiem przyjemne orzeźwienie. Mój sąsiad
także korzystał z ciepłej jesiennej aury. Jak zwykle kurczowo trzymał się
swojej gałęzi. Tak jakby bał się, że ktoś mu ją odbierze. A przecież któż
chciałby zrobić coś tak niemądrego. Po co komu jego konar? Przecież każdy miał
swój! „Dziwak z niego” – pomyślałem. Jeszcze bardziej zaskoczył mnie ubiór
sąsiada. Można przecież zrozumieć, że to już jesień i ubranie zdążyło się
znosić, ale żeby zakładać na siebie coś tak pstrokatego? Co to, to nie!
Wyglądał jak paleta malarza! Żółcie, czerwienie, brązy. Brakowało tylko
niebieskości i fioletów. Szalony ten sąsiad… Z zamyślenia wytrącił mnie jego
głos:
- A dzień dobry panu! –
zakrzyknął wesoło.
- Dzień dobry – odburknąłem, trochę poirytowany jego
nieuzasadnioną radością. – Co pana tak uradowało od rana? - zapytałem.
- Jak to? – odpowiedział pytaniem na pytanie. – To pana nie
cieszy słońce i kolory wokół?!?
Zaskoczył mnie taką odpowiedzią, tym bardziej, że chciałem
pytaniem zmazać uśmiech z jego twarzy. – Słońce, a i owszem sąsiedzie, ale
kolory??? Wszyscy wiedzą, że jedynym
słusznym kolorem jest kolor zielony! – rzuciłem z oburzeniem w jego stronę.
- Widzę, że pan, drogi sąsiedzie, nie słuchał opowieści Sowy.
Zieleń to nie jedyny kolor. Nawet pan, przyjacielu, będzie musiał to przyznać i
odziać się na kolorowo! Wszystkich nas to czeka. I muszę powiedzieć panu coś w
tajemnicy. - Mówiąc to zbliżył się nieznacznie i zniżył głos: A gdy już to się
stanie, porwie nas wiatr i zaniesie w nieznane miejsca, a potem biały puch
schowa nas przed zimnem, byśmy spokojnie mogli spać. A gdy tylko się obudzimy
znów wszystko będzie otaczać się zielenią. Najpierw delikatną i nieśmiałą, a
potem silną i wszechpotężną!
Słuchałem z niedowierzaniem
rzeczy, które wygadywał. Pomieszało mu się w głowie na stare lata. Jak można takie bzdury mówić? Zdenerwowałem się
okrutnie i nie odezwałem do niego już słowem tego dnia. Ale jemu to jakby nie
robiło różnicy. Uśmiech nie znikał z
jego ust.
Pod wieczór
zaczęło dziać się ze mną coś dziwnego. Opuściły mnie siły i coraz trudniej było
mi utrzymać się na moim miejscu. Nawet popołudniowy deszczyk nie sprawił mi
przyjemności. Do tego moje odbicia w jego kroplach były jakieś kolorowe, jak
tęcza, a przecież jeszcze rano miałem zielone ubranie. Pomyślałem, że te kolory
to tylko złudzenie, śmiejąc się w myślach z siebie. Opowieść sąsiada nieźle
namieszała mi w głowie.
Zmrok nadszedł szybciej niż
zwykle, a noc była straszliwie chłodna, jak nigdy dotąd. Gdy nad ranem opadł ze
mnie woal snu, ze zdziwieniem zauważyłem, że nie ma mojego sąsiada dziwaka.
Zaniepokoiło mnie to, bo taka sytuacja nie zdarzyła się przedtem nigdy. Ale pomyślałem,
że pewnie gdzieś się schował, żeby mnie bardziej przestraszyć swoją historią.
Dziwak z niego, doprawdy…
Jakby tego było
mało delikatny wietrzyk zmienił się w mocny wiatr. Nawet ptaki, które nie wiedzieć czemu całymi
stadami przelatywały nade mną, miały kłopot z utrzymaniem kierunku lotu.
Rozmarzyłem się przez chwilę, że jestem jednym z nich. Ledwo zdążyłem o tym
pomyśleć mocny podmuch porwał mnie. Mój dom, zaczął się oddalać, a ja nie
mogłem nic zrobić… Opadałem i opadałem, aż znalazłem się w obcym miejscu. Ale
nie byłem sam. Jak okiem sięgnąć wszędzie widziałem mnóstwo szaleńców podobnych do mojego sąsiada.
Wszyscy w kolorowych strojach, bez krzty zieleni… Jakby tego było mało z nieba
zaczęły spadać gwiazdy. Małe i zimne. A gdy chciałem jakąś złapać zmieniały się
w wodę. Spadało ich coraz więcej, aż przykryły mnie niczym puchowa pierzyna i przestałem
cokolwiek widzieć… Opanowała mnie senność. Ostatnią myślą jaka przyszła mi do
głowy nim zasnąłem, było stwierdzenie: „Mój sąsiad, Brzozowy Liść, nie był
szaleńcem…”
Łódź, 2012-11-17
Mikey McVee
wtorek, 9 października 2012
Siódme niebo...
Pragnę przeprosić wszystkich tych, których zawiodłem
długim milczeniem oraz pozdrowić tych, których zawiodłem przerywając je. Nie
zrezygnowałem! Nie poddałem się!! Nie zapomniałem!!!
Bez reszty pochłonął mnie
inny projekt, którego realizacja mam nadzieję przyniesie pokładana w nim przeze
mnie nadzieje.
sobota, 22 września 2012
Wtulam się w Twój zapach...
Czas przemówić. Odnaleźć
słowa i mówić.
W końcu żyje się po to by powiedzieć.
I choć ktoś o ciasnym rozumie ostatnio
powiedział mi, że:
„gówno z tego bloga”,
to przecież nie wszyscy,
wszystko robią tylko dla pieniędzy…
Ale nie o tym chciałem dziś napisać...
Więc pozostawiam złe myśli za sobą.
********************************************
Ale nie o tym chciałem dziś napisać...
Więc pozostawiam złe myśli za sobą.
********************************************
W poszukiwaniu ciepła
wtulam się w Twój zapach.
Kołysany pragnieniem,
by mieć Cię przy sobie,
zapadam w inny wymiar.
Tęskniąc wymawiam Twoje imię.
I kocham przekraczając wszelkie granice…
Mikey McVee,
Łódź, 2012-09-17
czwartek, 13 września 2012
czwartek, 30 sierpnia 2012
Coś i Gwiazdka
Wszyscy żyjemy w swoich światach. Zamykamy
się w osobistych, pustelniczych wieżach w ślepej wierze, że w ten sposób
uchronimy się od wszelkiego zła i bólu. Ale to nie skutkuje. Do tego doskwiera
nam samotność i tęsknota za czymś nieokreślonym. Każdego dnia budzimy się i
zasypiamy czując coś, czego nawet nazwać nie potrafimy. I wędrujemy brzegiem
czasu, bez prawa powrotu, nie wiedząc dokąd i kiedy skończy się nasza droga.
Aż pewnego razu zdajemy sobie
sprawę, że dalej tak nie wytrwamy. W panice staramy się wyjść z naszych wież,
ale nie zawsze udaje się nam odnaleźć drzwi. Niektórzy pozostają w swoich
samotniach już na zawsze. Nielicznym udaje się je opuścić i odnaleźć sobie
podobnych. Niejednokrotnie zgubionych we mgle przeszłości przez młodzieńczą
niewiedzę i brak wiary w siebie…
Bajka
o Gwiazdce.
Gdzieś na peryferiach Świata, u kresu Ciemności, żyłą maleńka
Gwiazdka. Była tak mała w stosunku do otaczającej ją ciemności, że nie wierzyła,
iż jej światło może ktoś dostrzec.
Na planecie na którą nikt jeszcze nie dotarł, pod ziemią, której
nikt jeszcze nie dotknął, istniało Coś. Było to małe Coś, ale miało ogromne
serduszko. Samotność bardzo je smuciła. Pogrążone w czarnej rozpaczy poszło
spać z myślą, by już nigdy się nie obudzić. Wiedzieć trzeba, że jeżeli jakieś
Coś nie chciało się budzić, to w swojej maleńkiej norce mogło spać wiecznie.
Kiedy tylko zamknęło oczka, przyśniło mu się, że odwiedziła go cudowna Gwiazdka
i naprawdę nie chciało już się budzić…
Daleko w górze maleńka Gwiazdka nie chciała dłużej żyć, bo nikt
nie podziwiał jej blasku. Bez chwili zastanowienia zeskoczyła ze swego
gniazdka, w którym tak długo żyła nikomu niepotrzebna.
W norce zagrzmiało i nagle zapanowało niezwykłe światło. Coś
otworzyło oczka i zobaczyło Gwiazdkę. Pomyślało, że to cudowny sen i jeszcze
mocniej postanowiło, że nigdy się nie obudzi. Gwiazdka coraz jaśniej płonęła z
radości, że ktoś podziwia jej delikatne promyki.
I żyli zawsze i szczęśliwie. Gwiazdka myśląc, że nie żyje, a
Coś, że to tylko cudowny sen…
Mikey McVee
Łódź, 1992-01-18
niedziela, 19 sierpnia 2012
W zasięgu wzroku i dotyku...
Oddaję dziś w Wasze ręce tekst
piosenki Chrisa De Burgha - Sight And Touch. To jedna z jego piosenek,
które wpadają w ucho i pozostawiają pytanie: O czym śpiewa jeden z największych
romantyków ostatnich dekad. Tekst jest tylko jedną z warstw przekazu jak muzyka
i obraz. Ale jak sądzicie? Co tak naprawdę chciał nam przekazać autor tego
tekstu?
Moja dziewczyna budzi się w swoim łóżku nocą,
Ubrana w srebro i biel,
Mówi iż miała najdziwniejszy sen,
O innym czasie i miejscu;
A teraz opowiada o miejscu dalekim,
Kobieta i mężczyzna wtuleni w siebie,
Czy oni nie wiedzą, że to wbrew prawu?,
Cóż to musi być przed wojną,
To było na długo przed nią
Prawdziwa miłość i oddanie - w zasięgu wzroku i dotyku,
Prawdziwa miłość i emocje - ze wzrokiem i dotykiem,
Prawdziwa miłość i oddanie, zanim nastał dzisiejszy świat;
Ona słyszy głosy,
Rozmowa z innego świata zaginionego w czasie,
Zanim zabrał te słowa,
Który opowiedział nam, jak my kiedyś,
Naszą historię, słowa
Prawdziwa miłość i oddanie - w zasięgu wzroku i dotyku,
Prawdziwa miłość i emocje - ze wzrokiem i dotykiem,
Prawdziwa miłość i oddanie, zanim nastał dzisiejszy świat;
A teraz żyjemy we dwoje za czworo
Nigdy nie wychodząc na zewnątrz przez drzwi,
Obserwują nas na odległość,
A my siedzimy i czekamy aż do nocy,
A w nocy, mamy
Słodką miłość i oddanie - w zasięgu wzroku i dotyku,
Prawdziwą miłość i emocje - ze wzrokiem i dotykiem,
Słodką miłość i oddanie, w dzisiejszym świecie;
Nigdy nie będziemy samotni - ze wzrokiem i dotykiem,
Nigdy nie będziemy samotni - ze wzrokiem i dotykiem,
Nigdy nie będziemy samotni w takim dzisiejszym świecie ...
(tłumaczenie własne)
poniedziałek, 13 sierpnia 2012
Tu i teraz
„…Nawet jeżeli głos wewnętrzny mówi coś, co wyraźnie się wiąże z
bieżącą sytuacją, interpretuje ją w
kategoriach przeszłości. Dzieje się tak dlatego, że głosem tym przemawia ten
aspekt twojego umysłu, który jest owocem gruntownej tresury, ukształtowany przez
całą twoją przeszłość i przez zbiorową, odziedziczoną po przodkach umysłowość
kulturową. Widzisz zatem i osądzasz teraźniejszość przez pryzmat czegoś, co już
przeminęło, uzyskujesz więc całkowicie wypaczony obraz…”
Eckhart Tolle - Potęga teraźniejszości
Posłuchaj: Yiruma - River Flows in You
Subskrybuj:
Posty (Atom)







